"Tylko - że aby drogę mierzyć przyszłą,
Trzeba koniecznie pomnieć, skąd się wyszło."
  • 2.jpg
  • 3.jpg
  • _dsc0902.jpg

Historia szkoły

Powstałe w 1551r. gimnazjum pińczowskie, jak wykazał prof. Henryk Barycz jest najstarszą tego typu szkołą w Polsce. Przy czym, jego wyjątkową pozycją podnosi fakt bardzo wczesnego przyjęcia nowoczesnego nowoczesnego najświeższego modelu szkoły uczonej humanistycznej, jaka powstała na styku trzech narodów i kultur: niemieckiej, francuskiej i szwajcarskiej, a także to, że w przeciwieństwie do dominującego od czasów późnego średniowiecza- w szkolnictwie naszym- wzoru niemieckiego wchłonęło ono najnowsze zdobycze pedagogiki świata romańskiego" Przed powołaniem gimnazjum działała w Pińczowie, założona przy Kolegiacie w 1436 roku, szkoła kościelna, ale nie miała ona możliwości rozwoju. Sytuacja ta zmieniła się w 1550 roku, gdy w tym nieodgrywającym żadnej roli osiedlu, jakim był wówczas Pińczów, powstawać zaczęły zalążki organizacji zborowej, a wraz z nią nastąpił rozwój szkolnictwa. Dużą rolę na tym polu odegrali trzej ludzie: Mikołaj Oleśnicki- właściciel Pińczowa, opiekun szkoły, Włoch Franceso Stankar- ojciec,, duchowy szkoły" i Grzegorz Orszak (Orsatius)- mały znany wówczas, skromny nauczyciel, o którym prof. Barycz pisze, iż był,, jej rzeczywistym rodzicem …, właściwym twórcą i filarem szkoły". Powstanie tej placówki oświatowej, miało duże znaczenie, co podkreślali już współcześni. Poeta zborowy A. Trzecieski, który pisał,, Tu nad czarnymi wodami pińczowskiej Nidy… posiano pierwsze ziarno świętej pobożności i wzniesiono pierwsze święte gimnazjum". Szkołę tuż po powstaniu dotknęły głębokie wstrząsy: Pińczów opuścił minister Jakub Sylwiusz, na przełomie 1550/1551 Franciszek Stankar, a i jego następca Marcin Krowicki zmuszony był do szukania schronienia w Wiittenberdze. To, że szkoła przetrwała ten trudny okres, zawdzięcza Orszakowi. Dzięki niemu zachowała ciągłość pracy a nawet uległa rozbudowie, uczniowie zostali podzieleni na klasy, językowi ojczystemu zapewniono znaczną pozycję. Gimnazjum cieszyło się wziętością, zainteresowaniem i obejmowało swoim zasięgiem szerokie kręgi młodzieży równowiernej nie tylko z okolic Pińczowa a nawet z Krakowa. Pod względem wyznaniowym szkoła nie była prowadzona w duchu zwingliańsko- kalwińskim, ale pozostawała pod wpływem melanchtonizmu. Pomyślną dla szkoły okolicznością było przybycie do miasta Francuza Piotra Statoriusa, wychowanka Kolegium w Lozannie, ucznia zwolennika Kalwina Teodora Bezy. Statorius wprowadził szereg usprawnień, zbliżając szkołę pińczowską do najlepszych szkół zagranicznych tzw. Szkół uczonych, przede wszystkim szwajcarskich. Gimnazjum pińczowskie- humanistyczne o wyklarowanym już wówczas kalwińskim obliczu ożywiło znów swoją działalność. Ogłoszone drukiem w 1558 roku lub na początku 1559 roku,, Urządzenie Gimnazjum Pińczowskiego" było przełomowym momentem w dziejach szkoły. Po raz pierwszy w swojej historii szkoła polska otrzymała nie tylko ustawę regulującą jej porządek wewnętrzny, program, metody i cele dydaktyczne wedle najnowszych wzorów, ale decydującą o jej postępie i rozwoju nową organizacyjną jak pisze prof. Barycz. Ponadto,, urządzenie" niedwuznacznie wykazało zamiar przekształcenia szkoły na Akademię. Zawarte w ustawie organizacja szkoły oparta była na wzorach lozańskich. Nie przeniesiono ich jednak w całości, ale dostosowano zarówno do warunków szkoły w Pińczowie jak i do polskiej rzeczywistości. Przykładem może np. kwestia podziału na klasy. W systemie lozańskim przyjęto podział na siedem klas i wyższym kursem językowo- teologicznym, Pińczów przyjął rozwiązanie czteroklasowe o dwuletnim nauczaniu, każda z dodatkowymi wykładami z zagadnień teologicznych dla przyszłych pastorów.Okres świetności różnowierczego gimnazjum ( od 1560 r. - przekształcono go w szkołę ariańską). Kończy się z chwilą, gdy Pińczów przestaje być ośrodkiem reformacji w Polsce. Miasto opuszczają drukarz, Daniel z Łęczycy, Jan Thenaud, Statorius, a Stanisław Orzechowski w marcu 1563 r. pisze "Pińczowska Szkoła Ariańska " rozproszona na niezliczone sekty, rozpłynęła się".

Szkoła istnieje jednak nadal, jako szkoła parafialna, a dzięki nauczycielom, pod opieką kolatorów, przeorów klasztoru pińczowskiego była znaczącą placówką tego typu w okręgu wiślickim, skupiając w swoich murach młodzież Pińczowa i okolic. Wśród rektorów, "scholare pińczoviensis" w XVII wieku wyróżniali się: Wiktoryn Mituszyński, Jan Skinderowicz, Maciej Kazimierz Pochowicz, Jacek Woszczyna. Ten okres szkoły pińczowskiej związany był z rodziną Muszkowskich, która w 1588 r. kupiła dobra pińczowskie od spadkobierców Oleśnickich. Dobroczyńcą dla szkoły okazał się Józef Władysław Gonzaga - Myszkowski, który w 1701 roku ufundował kolonię akademicką oddaną pod zarząd i opiekę Akademii Krakowskiej. Zapewnił tym samym miastu wzorowo zorganizowany zakład typu średniego, dając podwaliny pod rozwój oświaty w czasach Komisji Edukacji. Szkoła, którą nazywano rozmaicie "Colonia Pińczoviensis", "Alma Akademia Marchionalizm Pińczoviensis" lub "Gimnazjum Myszkoviano - Pinczviense", należała do typu szkół humanistycznych o kierunku retoryczno - klasycznym i umożliwiała uczniom studia na wydziale filozoficznym. Mieściła się w specjalnie na ten cel przebudowanym gmachu, który zajmował dwie sąsiadujące ze sobą kamienice w północnej części rynku - na rogu ulicy Kieleckiej. Wśród nauczycieli kolonii byli tacy, którzy wyróżniali się w życiu naukowym i wpisali się na trwałe w dzieje Akademii Krakowskiej. Do nich należeli miedzy innymi: Stanisław Markiewicz, Kazimierz Stęplowski, StanisławMamczyński, Jan Antoni Cukini.

W dziejach pińczowskiej szkoły nie można pominąć zainteresowania się nią Jana Śniadeckieho i jej dawnego wychowanka Hugona Kołłątaja. Zawarł on w 1784 roku ze Szkołą Główną ugodę, w myśl, której nowo mianowany proboszcz pińczowski zobowiązał się przekazywać corocznie pewne sumy na potrzeby szkoły, a w zamian Akademia miała utrzymać szkołę i "zdatnych nauczycieli do niej posyłać".W następnych latach żywo interesował się Kołłątaja potrzebami szkoły - stanem nauki, postępami uczniów, troszczył się nawet o reperację budynku. Za sprawą Kołłątaja i Śniadeckiego Komisja Edukacji Narodowej w Ustawie dla szkół narodowych z 1783 r. podniosła szkołę pińczowską do rzędu szkół narodowych w Wydziale Małopolskim, co było zaszczytnym wyróżnieniem dla miasta. Mimo trudności: między innymi finansowych, prób jej likwidacji lub zamienienia jej na szkołę parafialną, szkoła funkcjonowała i rozwijała się nadal, zawdzięczając ten fakt ofiarnej i pełnej poświęceń pracy takich nauczycieli jak: Andrzej Cyankiewicz, Franciszek Jaskólski czy Walenty Kłossowski. To oni przebywając w "pustkach pińczowskich",w miejscu "gdzie żadne publiczne nie dochodzą wieści" wypełniali sumiennie swoje obowiązki.Przez cały ten okres pozostawała szkoła pod opieką Uniwersytetu Krakowskiego, który posiadał wobec niej szerokie uprawnienia: prawo nominacji i odwoływania prowizoriów, dyrektorów, nauczycieli, ustalenie programu zajęć i podręczników oraz administrowanie funduszami szkolnymi. Grono pińczowskiej szkoły szukało zaś w Akademii moralnego wsparcia. Wśród nauczycieli byli profesorowie Akademii, a liczni spośród uczniów gimnazjum kontynuowali naukę na Akademii. Dużą rolę w historii szkolnictwa w Pińczowie odegrał późniejszy dziedzic Pińczowa, Jan Oprych Boneraw Szaniecki, który był rzecznikiem interesów szkoły, współtwórcą jej świetności przed powstaniem listopadowym, obok księdza Kowalskiego. To dzięki jego działalności w latach 1815-1830 szkoła była pełną sześcioklasową szkołą wojewódzką i zajmowała jedno z przodujących miejsc w szkolnictwie Królestwa Polskiego. W latach 1830-1914 losy pińczowskiej szkoły wpisane były w wydarzenia polityczne naszego kraju i narodu. Przeżyła szkoła okres rusyfikacji, między innymi zwiększona liczba godzin języka rosyjskiego, utrudnianie dostępu do gimnazjum, walkę o swoje istnienie i okres, kiedy dekretem Rady Administracyjnej z dnia 18 września 1884 roku, po prawie trzystu latach nieprzerwanego istnienia, została zlikwidowana. Przywrócona do życia po 8 latach, dzięki staraniom margrabiego Wielkopolskiego, który miał w planach dalszą jej rozbudowę, działała jako szkoła pięcioklasowa, uwzględniająca w programie głównie naukę języków.

Jako progimnazjum pracowała szkoła aż do 1914 r., a wybuch I wojny światowej i pierwsze dwa lata jej trwania to okres przerwy w jej istnieniu. Wznowiła działalność jako Publiczne Gimnazjum Realne w 1916 r. , a po zakończeniu działań wojennych otrzymała nazwę Państwowego Gimnazjum Humanistycznego im. Hugona Kołłątaja i jako taka przetrwała do roku 1939. W okresie okupacji społeczeństwo Pińczowa dała przykład wspaniałej postawy i bohaterstwa. Wobec zamknięcia przez Niemców gimnazjum nauczyciele, młodzież i rodzice przystąpili do organizowania tajnego nauczania. Pod kierunkiem profesorów: M. Opary, D. Olecha, J. Sadkiewicza, Fr. Jezierskiej, H. Czerwieńskiej, ks. St. Klocka, na tajnych kompletach, które odbywały się w prywatnych domach m.in. państwa: Sygutów, Sobczyków, Kobierskich, młodzież uczestniczyła w normalnych zajęciach z poszczególnych przedmiotów i zdawała egzamin dojrzałości." A pęd do wiedzy w naszym miasteczku był powszechny. Uczył się prawie każdy, kto przed 1939 r. zaczął naukę w gimnazjum lub bodaj zdał do innego egzamin wstępny. Uczyli się nawet Ci, którzy przed wojną nie mieli w ogóle możliwości uczęszczania do niego", napisze po latach jeden z uczestników tych wydarzeń. Ten zapał, przywiązanie do gimnazjum sprawił, że żaden z profesorów nie opuścił szkoły. W 1945r. jak wspomniał prof. M. Opara " Nikt nie chwytał łatwych wówczas do zdobycia stanowisk, każdy tkwił tu na posterunku, który wyznaczył mu jego zawód, znosił razem z młodzieżą niewygodny, niedożywiony pracował często od rana do nocy, marzł w nie opalonych klasach bez szyb, szukał po wszystkich większych miastach podręczników, byle tylko pomóc młodzieży w nauce i osiągnąć ostateczne wyniki, żeby podtrzymać piękną tradycję- tradycję dobrej szkoły w Pińczowie".

Szkoła pińczowska, obchodząca w roku 2001 podwójną rocznice 450-lecia jej powstania i 300-lecia powołania Kolonii Akademickiej i oddania jej pod opiekę Akademii Krakowskiej, na trwałe wpisała się w historię szkolnictwa polskiego i pejzaż miasta. W tej szkole zdobywało wiedzę wiele pokoleń młodzieży, której nazwiska znane są w całym kraju. To o niej - o pińczowskiej szkole- wspomina- wspomina Stefan Żeromski w "Syzyfowych pracach", jej wychowankiem był Adolf Dygasiński, błogosławiony ksiądz Józef Pawłowski. Szczycimy się, że wśród wychowanków jest patron naszej szkoły, liczna grupa rektorów, profesorów wyższych uczelni, pracowników naukowych, dziennikarzy, inżynierów, słowem kwiat inteligencji polskiej.

Patron szkoły

Hugo Kołłątaj przyszedł na świat w Dederkałach Wielkich na Wołyniu 1.IV.1750r. W domu otrzymał pierwiastki wykształcenia, a następnie oddano go do szkół w Pińczowie. Z dawnych tradycji innowierczych tego ongi ogniska myśli postępowej w wieku XVIII oczywiście nic nie pozostało, ale szkoła pińczowska dostarczyła Kołłątajowi pewnych materiałów do obrazu żałosnego stanu oświaty w Polsce w ostatnich latach panowania Augusta III. A przecież szkoła ta należała w wieku XVIII do rzędu stosunkowo najlepiej jeszcze prosperujących "Kolonii" tego typu. Pozostawała bowiem pod opieką Akademii Krakowskiej, która wysyłała do szkoły pińczowskiej nauczycieli, swoich wychowanków i czuwała nad jej programem. Co do zdolności umysłowych Kołłątaja, to biografowie zaznaczają, że miał utrudnioną pamięć, skutkiem czego nigdy nie mógł się "wprawić do łatwego rozumowania i pisania w obcych językach, z wyjątkiem jednego włoskiego, w którym nabył dużo wprawy". Chęć wydźwignięcia się ponad brać szlachecką, ambicja i żądza wiedzy sprawiły, że po nauce w Pińczowie po skończeniu Uniwersytetu Krakowskiego, osiemnastoletni doktor filozofii, udał się na dalsze studia za granicę. W 1770r. widzimy go w Wiedniu, stamtąd udał się do Włoch, Rzymu i Neapolu. W Rzymie uzyskał doktorat prawa i teologii. We Włoszech nabył także szerokie, ogólne wykształcenie. Zajął się m.in. sztukami pięknymi, rysował o czym świadczą zachowane do dziś niektóre akwarele, poznał elementy szeregu nauk przyrodniczych z astronomią, chemią, matematyką na czele. Wykształcenie to przyda mu się w okresie, gdy będzie układał wskazania i programy rozwoju szeregu nauk w Polsce.

W 1775r. Kołłątaj wrócił do kraju, objął kanonie krakowską, a w celu zapewnienia sobie podstaw materialnych zdołał uzyskać jeszcze probostwo w Mielcu i Krzyżanowicach gdzie rozwinął działalność mającą na celu poprawę bytu chłopów. Rozpoczął również pracę w założonym przez Komisję Edukacji Narodowej. Towarzystwie do ksiąg Elementarnych, zainicjował reformę szkół Krakowskich z Akademią na czele, a szczytowym osiągnięciem tej "wizytacji" było opracowanie planu organizacji całego szkolnictwa w państwie. O całym dziele Hugona Kołlątaja z tego czasu Jan Śniadecki napisze "Choćby był nic więcej nie zrobił, przez ten plan w teoryi piękny i w życiu prosty i zbawienny nabył już prawa do sławy w dziejach nauk polskich i do wdzięczności narodowej". Reforma Kołłątajowska przeprowadzona w Krakowie, miała ogromne znaczenie, wynikała z potrzeb kraju i wpłynęła na dalszy tok prac Komisji i na "przełom umysłowy". Sytuacja szkolnictwa w Polsce była bowiem w owych czasach niezwykle trudna.

Kołłątaj w jednym ze swoich pism tak charakteryzuje stan oświaty w Polsce "Jezuitom szło głównie o wprawienie młodzieży w różne praktyki nabożeństwa, gdyż był to jedyny środek ulegania przez całe życie spowiednikom i ojcom duchowym. Nikt bardziej nad jezuitów nie czuł, jak trudno jest w narodzie, nadto z naukami i umiejętnościami oswojonymi przewodzić, wygodniej więc im było mieć swój kredyt w kraju fanatyckim, zajętym suchymi nabożeństwa praktykami". Szkoły zakonne zdaniem Kołłątaja nie przybliżały, ale oddalały swoich wychowanków od istotnych potrzeb kraju "Dawały Polsce największych libertynów, najgorszych gospodarzów, a często bardzo najniepoczciwszych obywateli". W podzięce za 10 letnią pracę na polu szkolnictwa, król dał Kołłątajowi order św Stanisława i urząd referendarza litewskiego. Wiele dobrego uczynił Hugo Kołłątaj dla swojej pierwszej szkoły, upadającej Kolonii Akademickiej. Tkwiła ona od lat w kryzysie, zaniedbywana materialnie przez dziedziców - Wielopolskich, zadłużonych i trwoniących pieniądze, mało zainteresowanych jej losami. W obliczu planowanej likwidacji szkoły pośpieszył jej na ratunek. Dostrzegł przyczyny złego stanu rzeczy, którymi były konserwatyzm szlachty niechętnej reformom Komisji Edukacji Narodowej oraz brak należycie przygotowanych nauczycieli. Ponad to gmach budynku szkolnego popadł w ruinę i coraz mniej nadawał się do użytku, do czego przyczyniło się ubóstwo finansowe szkoły. Kołłątaj przedstawił plan naprawy placówki, w czym poparł go znakomity uczony Jan Śniadecki. Ich wysiłki doprowadziły do zawarcia 3 lipca 1784 r. umowy w myśl której proboszcz św. Jana- Hugo Kołłątaj przyjął na siebie obowiązki finansowe. Kazał wyremontować budynek, troszczył się o poziom nauczania i pensje nauczycielskie. Decyzją Komisji Edukacji Narodowej, Kolonia przekształcona została w szkołę ponadwydziałową mającą obowiązek nadzorowania szkółek elementarnych Busku, Jędrzejowie, Krzyżanowicach, Nowym Mieście Korczynie, Pińczowie. Skalbmierzu, Stawianych, Wiślicy i Wodzisławiu. Jesienna inauguracja roku szkolnego odbyła się w obecności Kołłątaja, który na tę okazję odłożył wyjazd do Warszawy. Uroczystość miała niecodzienny przebieg, o czym doniosła październikowa Gazeta Warszawska pisząc: "Szkoły pińczowskie obchodziły otwarcie swych nauk w obecności Państwa Margrabstwa, którzy tego dnia dawali obiad dla obecnych gości, a potem puszczane były dwa balony powietrzne, średnicy dwóch stóp paryskich; z których jeden, trwając na powietrzu przez godzin cztery zaleciał o dwie mile". Lata 1786-1794 to lata działalności politycznej Hugona Kołątaja. Odegrał zasadniczą rolę w uformowaniu się na Sejmie Wielkim stronnictwa ,,prawdziwych patriotów'', dla którego z właściwym sobie talentem ułożył tezy programowe rozpoczynając je od hasła aukcji wojska. Podjął ożywioną działalność w ruchu mieszczaństwa, zredagował memoriał miast, który delegaci miast złożyli w grudniu 1789 roku królowi i dygnitarzom państwowym podczas tzw. czarnej procesji. Kołątaj był jednym z autorów Konstytucji 3 maja. Gdy nastąpił drugi rozbiór Polski, kiedy się z różnych stron posypały oskarżenia przeciwko Sejmowi Czteroletniemu, wystąpił z obroną swego "dziecka ukochanego"- w dziele napisanym w raz z Ignacym Stanisławem Potockim i Franciszkiem Dmochowskim, pt ,,O ustanowieniu i upadku Konstytucji polskiej 3 maja''. Praca kończyła się apelem do Polaków. ,,Trwaj w sentymentach prawdziwej wolności', uważaj konstytucję 3 maja jako ostatnią wolę Konającej Ojczyzny, zachowaj uczucia braterstwa względem ludu miejskiego, sprawiedliwość najściślejszą względem ludu wiejskiego. Tym sposobem najdogodniej się zemścisz nad gwałcicielami, przygotujesz zmianę losu przyszłych pokoleń uskutecznisz głęboką przestrogę filozofa genewskiego, tak upominającego naród polski, Polacy! Jeżeli przeszkodzić nie zdołacie, aby Was pożarli sąsiedzi, starajcie się, aby Was strawić nie mogli". Wielkie te słowa Kołlątaja "to naprawdę jakby ostatnia Wola Konającej Polski , to jakby testament i święte przykazanie pozostawione narodowi przez matkę -Ojczyznę i nie mogliście ocalić niepodległości państwa , ale pamiętajcie , że narodowość swoją ocalić możecie".

Od 1799 r. ks. Kołłątaj był plebanem w Krzyżanowicach, jak również dożywotnim dziedzicem tej wsi. Występował więc w podwójnej roli- proboszcza w pana feudalnego. Jako kapłan chciał tutaj stworzyć wzorową parafię, a jako właściciel pragnął najlepszego ułożenia stosunków z wiejską gromadą. Po objęciu parafii oddał kierownictwo nad nią swoim zastępcom, sporządzając dla nich " Decyzje dla kościoła krzyżanowickiego", czyli konkretmy program działalności wiejskiego księdza mówiącego o jego obowiązkach, nabożeństwach i nauce kościoła, o administrowaniu sakramentami, a nawet powinnościach kościelnego. W Boże Narodzenie 1784r. proboszcz założył Bractwo Miłosierdzia p. w. Adama i Ewy oraz św. Izydora Oracza( podobne powstało w Pińczowie), dotowane ze składek członkowskich i z zasiłków Kołłątaja. Zajmowało się ono dokarmianiem ubogich, postanowiło wybudować przytułek, na przednówku udzielało pożyczek w zbożu i pieniądzach, wreszcie nadzorowało szkołę parafialną. Za pracę tutaj otrzymywano osobne wynagrodzenie od Kołłątaja. On też zaopatrywał szkółkę w podręczniki wydawane przez Komisję Edukacji Narodowej. Pieniądze czerpał proboszcz z aktywnej działalności gospodarczej, Krzyżanowice zaś przynosiły mu największy dochód. By osuszyć błota, podmokłe łąki i pola, przeprowadzono prace melioracyjne; przekopano rowy i zbudowano groble. Drogi gruntowe wyprostowano. W Leszczach stanął wzorcowy folwark z murowanymi domami mieszkalnymi i gospodarczymi. W tak urządzonych dobrach kwitła hodowla krów i owiec, założono stawy rybne, pracowały młyny. Oprócz Krzyżanowic ks. Kołłątaj był właścicielem dziedzicznym Gartatowic, Stawian i Chomentówka, a w Pińczowie miał ogrody, z których jeden usytuowany na stoku góry św. Anny zachował się do dziś. Po przybyciu do Krzyżanowic proboszcz zastał tam starodawny kościół i klasztor norbertanów. W czerwcu 1782r. piorun uderzył w kościół, pożar zniszczył budowlę. Legenda mówi iż była to kara niebios wymierzona Kołłątajowi. Za pieniądze proboszcza wybudowano nową świątynię. Architektura kościoła zachwyca swoją urodą co najlepiej można zobaczyć ze wzgórza nad Krzyżanowicami, skąd widać wijącą się w tle Nidę, łąki i ciemne lasy, zamykające południowy horyzont. Ostatni okres życia spędził w Księstwie Warszawskim. Ogłosił w tym czasie kilka prac między innymi. "Uwagi nad tą częścią ziemi polskiej, którą od traktatu tylżyckiego zwać poczęto Księstwem Warszawskim " ,w którym rozwinął program rozwoju Polski w obrębie napoleońskiego Grand Empire. Zmarł 28 lutego 1812 roku w opuszczeniu, po ciężkiej nękającej go wiele lat chorobie. Śmierć w przededniu wyprawy Napoleona oszczędziła mu jeszcze jednego rozczarowania , jeszcze jednej klęski . A miał ich w swym życiu wiele , bo jak pisał Śniadecki "Obrońca swobód ludzkich , wysłużył sobie dziesięcioletnie więzienie. Tyle dobrego zrobiwszy Akademii Krakowskiej, patrzył na jej upadek i na zgubę wszystkich swoich koło niej starań. Dostojność ministra opłacił tułactwem, niewolą i nędzą. Zgoła ludzie zawistni, przygody polityczne i samo przyrodzenie, jakby się to wszystko zmówiło na udręczenie jednego człowieka".